Meu diário (10)

- Napijesz się czegoś?- pyta Cris.
Siedzimy w kuchni. Ja opieram się o ladę i okręcam w kółko na krześle barowym, trochę mi się nudzi. Cristiano natomiast stoi przy czajniku i zerka na mnie z ukosa, z tym swoim ukradkowym uśmiechem.
– Herbatę.- Nie wiem co powoduje te endorfiny szczęścia, które obłapują mnie z każdej strony, ale jestem w tak cudownym nastroju, że nawet wiadomość o końcu świata nie mogłaby teraz zepsuć mi humoru.
– Okej.- Wciska guzik w czajniku i wyciąga dwa kubki.
– Co będziemy oglądać?
– Nie wiem.- Wzrusza ramionami.- A co chcesz?
– Horror.- Odpowiadam szybko.
– Horror? Jesteś z tych co nie boją się paranormalnych zjawisk, nie uciekają na widok rozlewu krwi i nie krzyczą, gdy zobaczą postacie z koszmarów?
– Wręcz przeciwnie.- Kręcę głową i zeskakuję z krzesełka.- Boję się takich rzeczy bardzo. Nawet dużej ilości krwi- uśmiecham się delikatnie.- Dlatego właśnie chcę obejrzeć z tobą horror. Żeby mieć powód, gdy będę bezkarnie wtulać się w twoje ramiona.- Podchodzę do niego. Cristiano opiera się plecami o blat, a ja oplatam go rękami w pasie. Przyciąga mnie do siebie mocno, tak, że nasze twarze dzieli od siebie jedynie paręnaście centymetrów. Muszę wysoko unieść głowę, żeby móc patrzeć mu w oczy.
– Przekonałaś mnie. Obejrzymy horror.- Uśmiecha się i całuje mnie w czoło. Po moim ciele rozlewa się przyjemny prąd.
– Kocham cię Cris, woda się gotuje.- Zerka na mnie rozbawiony i przestaje mnie obejmować jedną ręką, żeby sięgnąć po czajnik.
– „Kocham cię Cris, woda się gotuje”… Ciekawe połączenie.- Mruczy, a ja chichoczę.
– Oglądamy u ciebie czy w salonie?- pytam gdy wychodzimy z kuchni wraz z naszymi herbatami.
– W salonie. W telewizorze będziesz mieć lepszy widok na nawiedzone, małe dzieci.
– To ja chyba jednak wolę komputer- mruczę niezadowolona. Chyba nie do końca przemyślałam ten swój „plan”.
– Chodź.- Uśmiecha się cwaniacko i ciągnie mnie do salonu.
W odpowiedniej atmosferze (pogaszone światła), siedzimy na kremowym narożniku i oglądamy ten nieszczęsny film. Na razie nie czuję stresu, bo prawie każdy horror rozkręca się długo, nim zacznie być straszny. Podciągam pod brodę koc i ukradkiem zerkam na Crisa. Siedzi na drugim końcu kanapy i opiera się o dekoracyjne poduszki.
Wraz z idącą do przodu fabułą, wzbiera we mnie zdenerwowanie. Nie lubię takich filmów, bo najzwyczajniej w świecie się boję. Przeklinam się w duchu za mój wybór. Opieram twarz o poduszkę, żeby jak najmniej widzieć, ale by Cristiano nie dostrzegł, że uciekam wzrokiem gdzieś poza ekran.
- Boisz się?- słyszę rozbawienie w jego głosie.
- A skąd. To w ogóle nie jest straszne- udaję.
- A wyglądasz jakbyś się bała- mówi, nie dając za wygraną. Chociaż go nie widzę, to wiem, że jego twarz zdobi ten denerwujący, ironiczny uśmiech. Mam ochotę mu go zdjąć, więc prostuję się i mierzę go piorunującym spojrzeniem. Już chcę mu coś odparować, gdy wtem, z telewizora roznosi się przeraźliwy huk, a ja z pełnym dramatu okrzykiem, podskakuję i wyrzucam gdzieś daleko za siebie poduszkę, która feralnie trafia w lampkę na drugim końcu salonu. Cristiano potrzebuje chwili by rozeznać się w sytuacji, która tutaj właśnie miała miejsce. Gdy dociera do niego, że ja kulę się pod kocem, wciśnięta (tak, że prawie mnie nie widać) w narożnik, przysuwa się do mnie i całuje we włosy.
- To tylko film- mruczy, w międzyczasie sięga po pilot i zatrzymuje całą akcję.
- Wystraszyłam się tego nagłego hałasu- tłumaczę zażenowana. Oddycham głęboko, czując jak serce w dalszym ciągu ma ochotę wyskoczyć mi z piersi. Tulące mnie ramiona Cristiano trochę pomagają i powoli się odprężam.
- Może porobimy coś innego? Horror już chyba mamy zaliczony- śmieje się krótko, a ja uderzam go delikatnie w klatkę piersiową.
- Nie śmiej się ze mnie- burczę zła. W odpowiedzi całuje mnie w policzek i przytula do siebie mocniej.
- Przepraszam, ale zrobiłaś tu takie show, że byłaś straszniejsza niż cały ten film.- Wywracam oczami. Chyba faktycznie mnie poniosło.
- Pójdziemy do ciebie?
- Tak. Lepiej, żebyś nie zniszczyła mi reszty domu.- Patrzę na niego wściekła spode łba, ale on nic sobie z tego nie robi. Wstaje, podnosi wyrzuconą przeze mnie poduszkę, wyłącza film, zabiera koc i na koniec chwyta moją dłoń, prowadząc mnie do swojego królestwa, w którym jeszcze nigdy nie byłam.

- Wow- uśmiecham się. Jest tak, jak to sobie wyobrażałam. Na ścianach poprzyklejane są zdjęcia piłkarzy i największych światowych stadionów, a na ścianie przy łóżku, widnieją złote napisy „Real Madrid”. Obracam się i widzę małą półkę, na której poustawiane są liczne ramki ze zdjęciami, głównie z rodziną, ale odnajduję również Joanę, a także Ricardo, Lucasa i Ciro.
- Jak będziesz grzeczna to może też tu będziesz kiedyś swoje mieć- mówi zachodząc mnie od tyłu. Całuje mój kark i oplata mnie w talii.
- A zdjęcia z Nicole zdążyłeś już powyrzucać?- pytam złośliwie. Wykrzywiam głowę tak by móc na niego patrzeć.
- Nie miałem z nią tutaj żadnych zdjęć. W sumie, z własnej woli, nigdy z nią żadnych nie robiłem.- Uśmiecha się lekko. Odwracam się i wtulam w niego mocno.
- Chodźmy się przejść, co ty na to?- Cris kiwa głową i bierze  mnie za rękę. Zauważyłam, że teraz za każdym razem, gdziekolwiek byśmy nie szli, to trzymamy się za ręce. Ale podoba mi się to.

Noc jest ciepła i bezchmurna. Na niebie iskrzą się gwiazdy, a uliczne latarnie oświetlają co jakiś czas ciemną drogę. Idę wtulona w ramię Cristiano, nie odczuwam chłodu, ale gdy czuję jego obecność, to mam pewność, że jestem bezpieczna. Wydaje mi się, że odnalazłam całkowitą definicję szczęścia. Pomimo tego, że życie przed nami i oboje wciąż jesteśmy bardzo młodzi, nie boję się powiedzieć, że Cristiano wypełnił całe moje serce niezwykłym ciepłem, którego nie czułam nigdy wcześniej.
- Cris?
- Hmm?- on chyba też znajduje się teraz we własnym świecie. Nie odzywaliśmy się do siebie, bo każde z nas było pogrążone we własnych myślach. Ale akurat nam nie przeszkadza cisza. Nie jest niczym krępującym, bo czujemy się świetnie we własnym towarzystwie.
- Kocham cię.- Widzę, że kąciki jego ust delikatnie zadrżały, ale mimo to, wciąż patrzy przed siebie.
- Wiem.
- Cris?
- Hmm?
- Chcę tego.- Wypowiadam te słowa i dociera do mnie, że naprawdę tego chcę. Chcę poczuć, że jest w stu procentach mój, a ja jestem jego.
- Co?- wreszcie spogląda na mnie marszcząc przy tym brwi.
- Mam na myśli…- urywam. Nie wiem jak to powiedzieć.- Wracajmy do domu, bo… Ee…- milknę. Cris taksuje mnie wzrokiem próbując odgadnąć co chcę mu przekazać. Po chwili chyba do niego dociera, bo otwiera szeroko oczy.
- Ty… Czy ty chcesz…
- Tak- odpowiadam szybko.- Wracajmy do domu.

Kiedy wchodzimy do jego pokoju, jestem spięta jak struna i palą mnie policzki, które pewnie zdobią mi ogromne rumieńce. Zerkam przelotnie na lustro i dostrzegam w nich dziewczynę z błyszczącymi oczyma, rozpaloną, ale uśmiechającą się od ucha do ucha. Ta dziewczyna wie po co tu przyszła i wie czego chce. I w tej chwili uświadamiam sobie, że tą dziewczyną jestem ja. I że rzeczywiście wiem czego chcę. Chcę Cristiano.
- No więc może…- zaczyna on, ale nie zdąża dokończyć, bo wspinam się na palce i oplatam ręce wokół jego szyi. Całuję go z taką pasją, że zaskakuję samą siebie. On też jest zaskoczony, ale obejmuje mnie w talii i dobrze, bo od tego pocałunku zakręciło mi się w głowie i gdyby mnie nie trzymał, to pewnie bym upadła.
- Rose- odsuwa się ode mnie- jesteś pewna, że tego chcesz?- widzę, że bacznie mnie obserwuje, więc energicznie kiwam głową i uśmiecham się słabo. Stresuję się.
- Nie wiem co powinnam zrobić, ja..ee… Nigdy tego nie robiłam- rumienię się, chyba, bo nie wiem czy da się jeszcze bardziej. Cristiano podnosi dłoń i gładzi nią mój policzek. Całuje mnie, ale robi to delikatniej i czulej niż ja.
- Nie martw się, wystarczy, że mi zaufasz.- Szepcze, a ja momentalnie się rozluźniam. Ufam mu w dwustu procentach.
Pozwalam mu by położył mnie na łóżku. Nie sprzeciwiam się, gdy moja bluzka unosi się do góry. Podnoszę ręce by łatwiej było ją zdjąć. Przymykam oczy i oddaję się całkowicie jego delikatnym pocałunkom i pieszczotom. Jest rewelacyjny.
Nie widzę, ale słyszę gdy sam siebie również pozbawia garderoby. A potem czuję jego słodki ciężar na sobie i przestaję zadręczać się myślami. Uśmiecham się, bo jest mi miło i jestem szczęśliwa. Chichoczę gdy obsypuje pocałunkami moją szyję, która jest dla mnie wyjątkowo czułym miejscem. Otwieram oczy w chwili, gdy jego twarz unosi się nad moją, nasze spojrzenia krzyżują się, a usta momentalnie łączą się w długim, namiętnym pocałunku. Widziałam jego rozpalony wzrok i jestem z siebie dumna, że to ja tak na niego działam. Podczas gdy on dalej zwiedza swoimi ustami moje ciało, ja zaczynam głaskać jego umięśnione ramiona i plecy. Wiem, że chodzą z chłopakami na siłownię dwa razy w tygodniu, bo zafundował im ją klub. Wcześniej nie było ich na to stać.
Wzdycham gdy nagle czuję gorące wargi na moim brzuchu. Zaciskam pięści na kołdrze i zagryzam wargę. Nie wiem jak długo jeszcze wytrzymam…
Nim zdążę się zastanowić nad tym co się dzieje, Cris wypełnia mnie całym sobą, a ja gryzę się w język, żeby nie krzyknąć na cały głos. Chcę otworzyć oczy, ale jakaś magiczna siła wciąż każe mi je zaciskać. Powoli, zamiast bólu, wkrada się we mnie nieopisana rozkosz, a chwilę później moje usta znów mogą cieszyć się z jego pocałunków. Mocno oplatam rękami szyję Crisa i całkowicie mu się oddaję.
- Kocham cię.- Słyszę tuż koło ucha. Uśmiecham się. Teraz już na sto procent wiem, że jest tylko mój.

*

Chcę spać, ale coś uparcie świeci mi w oczy, a w dodatku mam wrażenie, że jestem przygniatana. Otwieram szeroko oczy i próbuję się odnaleźć. Zaczyna do mnie docierać, gdzie jestem i co tu robię. Zerkam w prawo i widzę Cristiano, który śpi wtulony we mnie, a rękę trzyma na moim brzuchu- już wiem co mnie tak zgniatało. Rumienię się na myśl o tym, co miało miejsce dzisiejszej nocy.
Uporczywym światłem okazują się być promienie słoneczne, wydobywające się zza nie opuszczonych do końca rolet. Przeciągam się i zerkam na telefon.
- Cholera!
- Co jest?- Cris przewraca się na plecy i przeciera oczy. Wygląda tak uroczo w zmierzwionych włosach.
- Jest już dziewiąta, zaspaliśmy!- jęczę załamana.
- Daj spokój, nic nam się nie stanie, jak raz odpuścimy sobie szkołę- mówi i pociąga mnie za ramię tak, że upadam tuż obok niego. Już prawie odpływam pod wpływem jego pocałunków, ale resztką silnej woli, zrywam się ponownie.
- Nie, nie pamiętasz co mówiła twoja mama? I moi rodzice również kazali mi nie zaspać. Oberwie nam się.
- Przesadzasz.- Zirytowana jego obojętnością, chwytam poduszkę i uderzam w niego.
- Cristiano!
- Rany, co ty chcesz? Aż taki zły jestem?- uśmiecha się zawadiacko, a ja natychmiast się rumienię.
- Przestań, nie o to mi chodziło- mruczę zażenowana i spuszczam wzrok. Słyszę jego śmiech, a potem czuję na brzuchu jego ręce.
- Dobrze już, pójdziemy do tej szkoły. Ale uprzedzam, że nic to nie da, bo i tak nie będę mógł się skupić.- Szepcze mi do ucha, a potem na powrót popycha mnie na poduszki i przygniata swoim ciałem.

Pod szkolną placówkę docieramy na pięć minut przed dzwonkiem. Wpadamy do klasy w chwili gdy nauczycielka chce zamknąć drzwi. Dysząc i oblewając się rumieńcem pod naciskiem kilkunastu ciekawskich spojrzeń, podchodzę do ławki i sadowię się obok Joany.
- No, muszę przyznać, że was nie doceniłam- uśmiecha się ironicznie na mój widok.
- To znaczy?- unoszę brwi.
- Byłam pewna, że nie dacie rady wstać dziś z łóżka- chichocze.
- Jo ostrzegam, że jeszcze słowo i zaraz cię palnę.
- Oj tam- macha lekceważąco ręką.- Cris ma gorzej z Ciro, bo on wypyta go o wszystkie szczegóły…- mimowolnie zerkam w prawo i dostrzegam mojego chłopaka opierającego głowę na rękach, jakby resztkami sił próbował nie zasnąć oraz Ciro, który pochyla się nad nim i zawzięcie coś do niego gada. Tłumię w sobie śmiech.
- Rosa- czuję szturchnięcie w bok.
- No co?- przenoszę wzrok z powrotem na przyjaciółkę.
- Nie słuchałaś co mówię. Powiedziałam, że ja nie potrzebuję słyszeć szczegółów i wystarczy mi sam fakt.
- Jaki fakt?
- Nie wkurwiaj mnie- mruży ostrzegawczo oczy, a ja wzdycham.
- Nie pytałam czy jestem lepsza od Nicole, ale nie narzekał, przynajmniej nie przy mnie.- Uśmiecham się i uderzam Joanę w ramię, gdy ta zaczyna piszczeć.
- Joana wszystko w porządku?- pyta nauczycielka. Mamy szczęście, że jest portugalski, a portugalski mamy z naszą wychowawczynią, która nawet po zabiciu muchy płakałaby przez kolejne trzy dni.
- Tak, tak pani profesor. Wszystko jest ok.- Odpowiada rozpromieniona Ana.- Ale się cieszę!- dodaje szeptem, tym razem do mnie.
- Cieszysz się z tego, że przespałam się z Cristiano?- marszczę brwi. Jo przewraca oczami.
- Cieszę się z tego, że Cris przejrzał na oczy i się w tobie zakochał, ciołku. I że jesteście razem tacy szczęśliwi. Przedtem miałaś dobry humor, śmiałaś się i w ogóle, ale to jakby nie płynęło z wewnątrz ciebie, rozumiesz? Chodzi mi o to, że to nie było takie naturalne. A teraz jesteś radosna, nawet się nad tym nie zastanawiasz. Po prostu jesteś szczęśliwa.- Patrzę na nią długo w milczeniu. Nie myślałam o tym, nie miałam pojęcia, że tak jest, dopóki Ana tego nie powiedziała. Ale rzeczywiście. Odkąd przeprowadziliśmy się na Maderę, nigdy nie byłam do końca sobą, nie byłam wesołą, beztroską dziewczyną. Aż do teraz.
- Kocham go.- Mówię, bo wydaje mi się, że w tej sytuacji to najlepsza odpowiedź. Joana uśmiecha się do mnie ze zrozumieniem.
- Wiem, a on kocha ciebie tak, jak nie kochał jeszcze żadnej innej.- Mruga do mnie.
Resztę lekcji spędzam wyłączona i zagłębiona we własnych myślach. Cały czas wracam do wczorajszego dnia i zastanawiam się, czy kiedykolwiek wcześniej spędziłam piękniejsze chwile od tych wczoraj. Kiedy właśnie mam sobie odpowiedzieć w głowie, że nie, coś delikatnie uderza mnie w kark. Wracam na ziemię i sięgam dłonią za plecy. Jakiś kawałek kartki wczepił mi się w sweterek.
Machinalnie rozwijam go, a widząc od kogo jest, szeroko się uśmiecham.

Nudzi mi się, w ogóle nie wiem co robimy… Wiesz, to Twoja wina. Mówiłem, że i tak nie będę mógł się skupić. A przecież mogliśmy spędzić ten dzień o wiele milej i z większą korzyścią dla nas obojga…

Wywracam oczami. Kretyn. Mój przystojny, cholernie utalentowany, kochany kretyn.

Założę się, że nawet nie próbowałeś się skupić. A tak w ogóle to dziwne, bo ja tam nie mam problemu z tym, żeby zająć się lekcją i nie myśleć o czymś innym…

Uśmiecham się złośliwie. Niech sobie nie myśli, że już świata poza nim nie widzę. A że prawda jest zupełnie inna… Cóż, tego nie musi wiedzieć. Trochę się z nim podroczę.
Zwijam liścik i rzucam nim w stronę ławki ukochanego. Niestety nie jestem w tym dobra, bo obrywa się Ciro, który trochę przysypiał i zerwał się, jak oparzony. Chichoczę pod nosem i odwracam się z powrotem w stronę tablicy.
- To chyba jest już wasz rytuał- zauważa Ana.
- Chyba tak- odpowiadam rozbawiona.
Nie czekam długo na odpowiedź.

Nie masz?… W ogóle? Ani trochę? Nie wierzę.

A więc połknął haczyk. Chyba jest trochę urażony. No widzisz Aveiro, nie wystarczy pstryknąć palcem, żeby każda była twoja. Mimo to, postanawiam już go nie dręczyć, więc zmieniam temat.

Co chciał od Ciebie Ciro? Widziałam jak Cię męczył, mój Ty biedaku. ;>

Czekając na reakcję Cristiano, wystukuję jakiś randomowy rytm na ławce. Wyobrażam sobie jakby to było gdybym faktycznie się ugięła i zostalibyśmy w domu.

Pytał czy jesteś dobra.

Dławię się własną śliną i zaczynam kaszleć. Mam ochotę obejrzeć się w stronę chłopaków, ale wiem, że natknęłabym się na jego spojrzenie i wtedy od razu zalałabym się na twarzy czerwienią.
Ana klepie mnie po plecach i zerka na mnie pytająco. Bez słowa pokazuję jej kartkę. Ledwo opanowuje się by nie wybuchnąć śmiechem.
- Ale cię zrobił- rechocze.
- Dupek jeden. I jeszcze ta kropka na końcu… Co mam mu odpisać?
- Jak to co? Spytaj co mu odpowiedział.
Tak więc pytam i przekazuję liścik do mojego adresata.
Po zaledwie paręnastu sekundach do mnie wraca.
- I co?
- No czekaj, już patrzę.- Rozwijam wiadomość i aż się we mnie gotuje.
- No co ci napisał?- dopytuje rozbawiona Joana.
- Prawdę
- Co?
- No tak mi napisał. Napisał, że powiedział Ciro „prawdę”.
- A jaka jest prawda?
- No właśnie! Bawi się ze mną. Ja mu pokażę.- Ana śmieje się cicho i kręci głową, a ja piszę odpowiedź. Ledwo Cris ją dostaje, a dochodzi do nas dźwięk dzwonka ogłaszającego przerwę.
Przechodzę obok mojego chłopaka i zerkam na niego triumfalnie w chwili gdy on czyta ostatnią wiadomość.

Pożałujesz Aveiro.

Do końca dnia nie widzę się z Cristiano, bo na wf nie chodzimy razem, a z matematyki był zwolniony na trening.
Dopiero gdy zbieram się do domu (sama, bo Jo została na zajęciach wyrównawczych- przypomniało jej się, że matura z matmy obowiązuje każdego…), Cris podbiega do mnie zadowolony.
- Cześć kochanie.- Wita się i obejmuje mnie w pasie.
- Wypchaj się z tym swoim kochaniem- odwarkuję mu wściekła.
- Przecież to ty zaczęłaś- odpowiada wesoło.
- Czy ty szukasz problemów, Aveiro?- pytam zatrzymując się. Piorunuję wzrokiem jego ucieszoną twarz i mam ochotę zedrzeć mu ten uśmiech tak, żeby go bolało.
- Wiesz, odkąd jesteśmy razem, to przestałaś być taką nieśmiałą, potulną dziewczynką- mruczy mi do ucha i przysuwa się jeszcze bardziej.
- Jak się zaraz nie odsuniesz to cię tak kopnę w czułe miejsce, że tym razem to ty nie przestaniesz być potulny, aż do końca życia.- Zakładam ręce na piersi. Ale bym go teraz zabiła.
- No dobra już, nie gniewaj się Rose- gładzi mój policzek, a ja mimowolnie się uśmiecham. No nie! Co za drań, żeby jednym słowem i jednym dotykiem zabrać mi mój gniew?!
- Aveiro, bo ci przywalę- mówię bez przekonania. Cała złość się gdzieś ulotniła i znów na moje policzki wkrada się rumieniec.
- Powiedziałem Ciro prawdę- patrzy mi w oczy, a ja chociaż mam ochotę uciec, to wytrzymuję jego spojrzenie.- A prawda jest taka, że jesteś cudowna. I chyba dopiero przy tobie zrozumiałem co to znaczy kogoś kochać.- Czuję, że moje oczy robią się mokre, więc szybko wtulam się w niego, żeby ten fakt ukryć.
- Ja ciebie też kocham, Cris. I mnie też było cudownie, a cały portugalski i resztę lekcji, myślałam tylko o tobie.- Wyznaję.
- Wiedziałem!- śmieje się i całuje mnie w czoło.

W drzwiach wejściowych od mojego domu, natykam się na Alana.
- A ty gdzie leziesz, szkarado?- pytam brata i mierzwię mu jego i tak już rozczochrane włosy.
- Tata zabiera mnie do zoo!- woła zachwycony. Unoszę brwi.
- Naprawdę?
- Blanca dobrze, że już jesteś. Obiad jest gotowy.- Słyszę głos mamy. Wymijam brata i wchodzę do kuchni.
- Co się stało ojcu?
- Nic, a co się miało stać?
- Przypomniał sobie, że ma dzieci. A przynajmniej jedno.- Widząc karcący wzrok mamy, wywracam oczami i siadam do stołu.- No dobra, nic nie mówię.
Gdy jemy z mamą obiad, przychodzi do mnie sms od Any.
„Hej, właśnie dzwonił Ricardo i mówi, że ma darmowe wejściówki do Lunaparku, od swojego taty. Możemy je wykorzystać kiedy chcemy, więc myśleliśmy o 12 grudnia. Tak jeszcze przed świętami. Piszesz się?”. Uśmiecham się. Już nie mogę się doczekać. Stwierdzam, że odpiszę jej potem.
- Jak było wczoraj?
- Gdzie?
- No u Joany.- Marszczę brwi. Już mam powiedzieć, że coś się jej pomyliło, gdy przypominam sobie i gryzę się w język. Patrzę na ciepłe spojrzenie mamy i mam wielką ochotę powiedzieć jej prawdę, ale coś mnie powstrzymuje.
- Fajnie- rzucam krótko i wbijam wzrok w talerz.
- Na pewno?
- Dobrze się bawiłyśmy. Oglądałyśmy film i trochę pogadałyśmy.
- A ten twój Cristiano?- zerkamy na siebie. Widząc jej uśmiech, odwzajemniam go lekko.
- Poznasz go niedługo, obiecuję.- Mama kiwa głową i milknie, a ja czuję, że już nic więcej nie przełknę.
Poznanie Crisa z mamą to jeszcze nic. Ale poznanie go z ojcem, to jak próba ominięcia wielkiej góry lodowej…

~~~~
Real w półfinale Ligi Mistrzów! A Barcelona za burtą. Macie takie sytuacje, że lubicie dwa kluby i jest problem, gdy się ze sobą mierzą? Ja nie mam problemu w sytuacji, gdy to Real z kimś gra, bo zawsze na pierwszym miejscu jest Real. Ale na przykład mój papà jest kibicem zarówno Barcelony, jak i Juve, więc miał nie lada dylemat. Żartowałam z niego, że w pierwszym meczu powinien być za Juventusem, a w drugim za Barcą. ;)
No, ale to taka ciekawostka. A my w półfinale widzimy się z Atlético Madryt (przeczucie mnie nie minęło).

W niedzielę El Clásico, które może okazać się kluczowe w walce o puchar La Ligi. Obyśmy poradzili sobie równie dobrze, jak w dwumeczu z Bayernem.

Ostatnio pytałam Was o formułki życzeń składanych na Wielkanoc. Pytanie Sandry skłoniło mnie do tego, żeby przybliżyć Wam trochę to, jak wyglądają zwyczaje u nas, we Włoszech. Odpisałam Ci pod komentarzem, Sandro, że nie mamy zwyczaju polewania się wodą w Lany Poniedziałek, co nie oznacza, że nie mamy żadnych tradycji związanych z tym świętem.
Wielkanoc we Włoszech jest na pewno mniej charakterystyczna niż w Polsce. Dla nas to bardziej spotkanie rodzinne lub w gronie przyjaciół, wspólny niedzielny obiad, który jest ważniejszy niż polskie niedzielne śniadanie. W różnych regionach Włoch odbywają się jakieś festiwale, specjalne parady, ale to raczej taka rozrywka dla wszystkich. Nie ma za to szczególnych zwyczajów, w które zaangażowane są całe rodziny (np. chodzenie ze święconką, nie mamy tego).
Jak wspomniałam, w różnych regionach odbywają się ciekawe parady (interesujący jest zwyczaj na Sycylii), ale nie będę o tym pisać. Jeśli kogoś fascynuje głębiej charakterystyka świąt w różnych krajach, to na pewno są strony temu poświęcone.
Ja od lat na Święta Wielkanocne wyjeżdżam do Polski. Boże Narodzenie spędzam z rodziną we Włoszech, a Wielkanoc w Polsce, dlatego bliżej mi do tych zwyczajów i tradycji tutaj. Na pewno większe znaczenie mają te wszystkie święta dla osób, które na co dzień nie spotykają się z rodziną. Moja rodzina rozrzucona jest po całym świecie, łącznie z tą najbliższą, bo na przykład brat mieszka w Los Angeles z żoną i dziećmi, a siostra z rodziną w Mediolanie, tak samo jak moi rodzice. Ja z kolei, jak wiecie, mieszkam z mężem i dziećmi w Madrycie. Dlatego każda okazja na wspólne świętowanie jest dla mnie cudowna, niezależnie od tego jakie jest to święto. ;)
Mam nadzieję, że nieco udało mi się zaspokoić ciekawość co po niektórych. Zapraszam Was tu ponownie 28 kwietnia, w piątek. O godzinie 18:00.

5 Komentarze

  1. O Jezu ale cudny odcinek! Jak czytam o Blance i Crisie to aż nie sposób ich sobie nie wyobrazić. Od razu mam uśmiech na ustach, ich rozmowy są takie prawdziwe, jakbym ogladała serial :D
    Dzięki że postanowiłaś się z nami podzielić jak to jest we Włoszech i super że się do tego przyczyniłam! ;) Jak piszesz o swojej rodzinie to aż ma się ochotę słuchać więcej. Może opowiedziałabyś kiedyś coś więcej?
    Ja na szczęście nie mam takiego problemu że nie wiem kom kibicować. Ale stresuję się przed niedzielnym klasykiem. Będziesz oglądać ten mecz ze stadionu? Bo grają na Santiago

    • Bardzo mi miło, że tak prawdziwie to odbierasz. ;)
      O rodzinie raczej pisać na blogu nie będę, ale jak wspomniałam pod którymś rozdziałem- dla tych, którzy chcą mieć ze mną bliższy kontakt i komentują, na pewno odsłonię więcej kart. Opowiem o tym w stosownym momencie.
      Na El Clásico się wybieram, na razie jeszcze nie czuję presji, ale pewnie bliżej niedzieli wszystkie emocje się wzmogą.

  2. Hej Els,bardzo ciekawe i intrygujące zwyczaje macie we Włoszech. Nie ukrywam że też z chęcią chciałabym dowiedzieć się czegoś więcej o Twojej rodzinie, bo po prostu musi być niezwykła.
    Co do losowania też przeczuwałam Atletico,ja nie mam problemów z kibicowaniem bo Real był, jest i będzie na pierwszym miejscu u mnie. Trzymaj tam dobrze na Santiago kciuki i dopinguj naszych białych chłopców ile wlezie!
    Po raz kolejny muszę Ci powiedzieć że nie sposób ukryć wzruszenie. Kolejny raz kolorujesz ten świat i odrywasz skutecznie człowieka od codzienności. Przypomniało mi to piosenkę zespołu dwa plus jeden -Chodź pomaluj mój świat. Sposób w jaki opisujesz sprawia że wszystko staje się wyostrzone, chce się zamknąć oczy i przenieść do innego świata ;). Też mnie zaczęło teraz zastanawiać co zamierzasz odkryć i w jaki sposób. Jedno wiem na pewno -Elena Twoje drugie imię to Wena =)

  3. jak zawsze rewelacja. Mi też bardzo podobają się te momenty z Cristiano i Blancą, wszystkie ich rozmowy są świetne.
    Ja kibicuję jeszcze Legii więc był trochę problem jak grali z Realem;)
    Jak tak opowiadasz o Włoszech to aż ma się ochotę tam pojechać

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.